Cała gama darów sezonu, zamknięta w butelkach. Niezmiennie zachwyca kolorem i aromatem – nalewka.

Zima to czas odpoczynku. Nie bez powodu przyroda zapada w sen, pokrywając się bielą. W natłoku codziennych spraw, odczuwamy jak ubywa pracy i nastaje martwy sezon. Dlaczego więc nie delektować się tym pięknym czasem? Odpocznijmy w przyjemny i zdrowy sposób. Zaplanujmy rok, wszak to jego początek i tyle dobrego przed nami. Nim wszystko ruszy na dobre, dajcie się porwać w radosne planowanie. Chcemy Wam pokazać nietypową pasję, która uczy pokory i cierpliwości, a w Polsce jest tradycją od XVI wieku, obecnie przeżywającą kolejny już renesans – wytwarzanie tradycyjnych nalewek. Wiec jak? Zerknijcie, co macie w ogrodach 🙂

Od wieków do wytwarzania nalewek i win wykorzystywano owoce oraz zioła ogrodów i sadów, dary runa leśnego, a także dziko rosnące na miedzach krzewy róży czy tarniny. Trunki te wykorzystywano w medycynie ludowej jako środek wspomagający leczenie wielu dolegliwości, takich jak niestrawność, przeziębienia czy problemy sercowo – krążeniowe. Nalewka była także nieodłącznym elementem biesiad, ważnych uroczystości i spotkań towarzyskich. W tym aspekcie tak naprawdę wiele się nie zmieniło. Czy nie zdarzyło nam się gościć koleżanek i przyjaciółek kieliszkiem dobrej naleweczki do kawy? 🙂

Samodzielne przygotowywanie domowych nalewek ma wiele zalet. Niemal wszystkie mają pewne właściwości zdrowotne, ponieważ nie obrabiamy surowców termicznie. Niektóre owoce tylko dzięki alkoholowi mogą oddać swoje walory smakowe i te dobroczynne substancje dla naszego organizmu. Niewątpliwym plusem jest fakt, że takie trunki nie posiadają terminu przydatności, a czym starsze tym lepsze w smaku. Mamy też pewność, że owoce, zioła czy miód w naszej nalewce są najwyższej jakości, wszak sami te owoce zbierzemy. Nie można nie wspomnieć o tym radosnym czasie oczekiwania na nalewkę, potrząsaniu słoikiem i sprawdzaniu aromatu, który uwalnia się i pięknie przeobraża, a także klarowaniu i rozlewaniu w butelki.

Tradycja wytwarzania domowych nalewek zaczęła się wieki temu, a mistrzyniami były nasze babcie i prababcie. Któż nie pamięta babcinej wiśnióweczki? Najlepszej z owoców ogródków przydomowych, starych odmian wiśni z dodatkiem liści nadających delikatnie migdałkowy smak. Nie potrzeba nam egzotycznych owoców – w ogrodach mamy prawdziwe skarby. Aronia, dereń, wiśnie, agrest, porzeczki, pigwowce, maliny – wszystkich tych owoców możemy użyć jako bazy. Do tego cała gama przypraw – od kwiatów i ziół po przyprawy korzenne. Jeśli zaś nie dysponujemy swoim surowcem, możemy pozyskać go z natury. Tak, owoce głogu, czarnego bzu, dzikiej róży, czy tarniny polecają się. Niektóre z nich najsłodsze i najsmaczniejsze będą po pierwszych przymrozkach – pamiętajcie o tym, a spektakularny efekt będzie niemal w zasięgu ręki.

Jeśli już mamy owoce, warto zaopatrzyć się w dobrej jakości spirytus i miód. Należy pamiętać, że spirytus w większym stężeniu niż 70 % może doprowadzić do ścięcia owoców, przez co nie będą oddawać w pełni swoich dobroczynnych substancji. Dobrze zatem rozcieńczyć go wodą źródlaną. Takim alkoholem zalewamy nasze owoce i… czekamy cierpliwie. W zależności od rodzaju owoców i receptury, po miesiącu czy nawet dwóch odcedzamy nalewkę i dosładzamy roztworem miodu, bądź cukru i wody, łączymy i ponownie czekamy. w kolejnych miesiącach nalewka się klaruje – wszystkie pyłki i pektyny opadają na dno. Kiedy proces ten się zakończy, delikatnie zlejemy nalewkę do butelek.

Podążając za jakże słusznym i pożytecznym trendem „dobre, bo rodzime” doceńmy wszystko co naturalne. To najwyższy czas na powrót do korzeni, niech żyje tradycja – tak bardzo nasza, tak bardzo polska. Bądźmy z niej dumni 🙂